Mama o Polsce

czyli matki polskiej punkt widzenia

„Pan policjant”

Pan policjant porządku pilnuje.
Przechodniów na pasach kontroluje.
Gdy żółte świeci pyk pyk pyk,
Nie przebiegamy myk myk myk.
Cierpliwie czekamy, na światło patrzymy,
Gdy będzie zielone wtedy przejść możemy.
Czekamy, czekamy, zielone świeci już.
Teraz przejść możemy, rum tum tum.
Rączkę wyciągamy, i się rozglądamy.
Na jezdnię wchodzimy, szybko przechodzimy.
Tup tup tup, tup tup tup.

Czerwone światło to zły znak.
Stoimy wszyscy, tak tak tak.
Pan policjant wszystko kontroluje.
Na czerwonym przejdziesz – mandat otrzymujesz.
Tak tak tak, tak tak tak.

 

Z racji wieku mojej córeczki bardzo często słucham z nią przeróżnych piosenek zarówno w języku angielskim jak i polskim. Ostatnio natrafiłyśmy na cytowaną powyżej piosenkę „Pan policjant”. Niby fajna piosenka o prawidłowym zachowaniu się na światłach… a jednak coś mnie w niej niepokoi…

Sformułowanie „pan policjant przechodniów / wszystko kontroluje” sugeruje, że jego zadaniem nie jest dbać o bezpieczeństwo obywateli, tylko przyłapać ich na niecnym uczynku…

Najbardziej jednak przeraża mnie ostatnie zdanie tekstu: „Na czerwonym przejdziesz – mandat otrzymujesz”. Piosenka nie uczy dlaczego pojawia się czerwone światło i co zagraża bezpieczeństwu dziecka, gdy przejdzie na czerwonym. Nie. Ona uczy, że jak wejdziesz na ulicę na czerwonym świetle, to grozi ci mandat od pana policjanta kontrolującego wszystko i wszystkich.

Jaki obraz państwa wyłania się z tej piosenki? Państwa totalitarnego. I dzieci od małego tresowane są na posłusznych obywateli.

Tę piosenkę omijamy wielkim kołem…

To, co za chwilę przeczytacie, piszę jako matka i (pomijając oczywiste fakty) będzie to bardzo subiektywny wpis. Nie interesuje mnie więc, czy kogoś w jakiś sposób urażę czy zgorszę.

Do tej pory obowiązywał tak zwany kompromis aborcyjny, który stanowi, że dziecko można zabić w kilku przypadkach: gdy ciąża jest wynikiem gwałtu (do 12 tygodnia ciąży – kto ustalił tę arbitralną granicę?), gdy płód jest uszkodzony i gdy ciąża jest bezpośrednim zagrożeniem dla życia matki.

Najistotniejszym, moim zdaniem, w projekcie ustawy o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży oraz ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r.  jest zapis, że DZIECKIEM poczętym jest CZŁOWIEK od chwili poczęcia i jego życie, zgodnie z Konstytucją, jest chronione od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci.

Gdzie w tym wszystkim Dr Jekyll i Mr Hyde?

Mogę „zrozumieć”, że aborcję popierają feminazistki. Ich pokrętna logika każe im oklaskiwać alimenciarza na utrzymaniu żony… a wszystko oczywiście w „obronie” praw kobiet (!) Ale gdy zabijanie dzieci popierają matki „katoliczki”, tej hipokryzji zwyczajnie pojąć nie mogę. Jestem niemal pewna, iż wynika to z głupiego przekonania, że płód to nie człowiek, a aborcja to nie morderstwo tylko zabieg medyczny. Taki jest skutek wieloletniego duraczenia, jakiemu poddawane jest polskie społeczeństwo.

Po więcej zajrzyjcie tu 
http://www.stopaborcji.pl
 Porównajcie sobie tekst ustawy z tym, co można usłyszeć o niej w niezależnych mediach głównego nurtu.

 

plakat_4

Zapewne niektórym z Was obiła się o uszy akcja „Ratuj maluchy!” i znane jest Wam nazwisko Elbanowscy. To rodzice – autorzy akcji, którzy sprzeciwili się reformie szkolnictwa przeprowadzonej przez PO, zmuszającej rodziców do posyłania sześciolatków do szkoły.

Pamiętamy też zapewne, że złożono wtedy (w 2013 roku) w Sejmie obywatelski wniosek stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców o przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum w sprawie sześciolatków. Podpisało się pod nim prawie milion osób (nota bene wniosek został odrzucony przez ówczesną butną władzę i milion podpisów obywateli poszło zwyczajnie do kosza).

Do tej pory przychylnie patrzyłam na poczynania Karoliny i Tomasza Elbanowskich – walka o to, by rodzice mieli głos decydujący w kwestii swoich dzieci jest naprawdę godna pochwały. Niestety, tu się kończy piękna walka o wolność.

Niedawno natknęłam się na wywiad z panią Karoliną Elbanowską i… rozczarowałam się. Wywiad znajdziecie tutaj:
http://niezalezna.pl/75597-dodatek-500-zl-jest-zwalczany-bo-da-rodzinom-poczucie-bezpieczenstwa

Coś, co sprawia, że pieniądze jednych zabierane są po to, by dać drugim, nie może dawać poczucia bezpieczeństwa nikomu. Pani Elbanowska najwyraźniej uległa czarowi socjalizmu i myśli, że Rząd ma swoje własne pieniądze do rozdania. Otóż NIE!

Dodatek 500 zł jest doskonałym przykładem redystrybucji – zabierzemy jednym, żeby dać drugim. Dlaczego wymyślane są teraz wciąż nowe podatki? Bo ktoś za ten chory pomysł musi zapłacić. Ktoś, czyli my – podatnicy. Prawdziwa polityka prorodzinna to taka, gdzie Rząd obniża podatki i likwiduje te nierentowne, np. PIT.Wtedy niepotrzebny byłby żaden dodatek, bo ludzie mieliby więcej pieniędzy w portfelach i doskonale wiedzieliby na co je wydać.

Najzabawniejsze jest to, że ci wszyscy, którzy tak ochoczo będą pobierać tę jałmużnę od Rządu nie zdają sobie najpewniej sprawy z tego, że tak naprawdę Rząd zabierze im najpierw 700 zł w podatkach czy cenach produktów. Kiedy to wreszcie dotrze do obywateli?

 

 

Kto z moich rówieśników i osób starszych ode mnie, u których w domach czytało się od zawsze, nie pamięta serii książeczek „Poczytaj mi mamo”? Chyba nie ma takich osób. Wydawnictwo Nasza Księgarnia kilka lat temu zrobiło nam niespodziankę i zebrało wszystkie te książeczki w kilka ksiąg. Mamy zatem cudowny powrót do dzieciństwa – zachowano bowiem całą szatę graficzną ze wspaniałymi ilustracjami do każdej książeczki.

Wcześniej rozpieszczałam owymi księgami moich siostrzeńców. Dziś z ogromną radością i rozrzewieniem nabywam księgi „Poczytaj mi mamo”dla mojego własnego Dziecka. W ciągu dnia bardzo często sięgamy po bajeczki, które Zuzia uwielbia. „Baja? Mamo?” – to dla mnie sygnał, że czas odstawić swoją pracę, usiąść wygodnie z Córeczką na kanapie i zanurzyć się w kolorowy, beztroski świat. Przyznam bez wstydu, że wzruszam się za każdym razem, gdy przypominam sobie poszczególne ilustracje i to, jak Mama czytała nam te wszystkie opowiadanka.

Gorąco polecam :)

 

pocz1 (1) pocz1 (2) pocz1 (3)

Wraz z nowym rozdaniem niektórzy z nas postanawiają zmienić coś w swoim życiu i w swoim postępowaniu, stać się lepszym człowiekiem.

Życie bywa przepełnione hipokryzją – celową czy wymuszoną przez różne sytuacje – nieważne. Hipokryzja jest czymś, co nas zniewala i toczy jak rak od środka.

Z okazji nowego roku wszystkim życzę uwolnienia się ze szponów kłamstwa, obłudy i hipokryzji. Życzę odwagi w szczerości.

Po ośmiu latach kłamstw, przekrętów i grabieży doczekaliśmy się wreszcie zmiany władzy. Czy na lepsze? Pod jednym względem owszem.

Prawo i Sprawiedliwość, w przeciwieństwie do reszty „postępowych” partii, będzie stać na straży rodziny. Mamy zatem gwarancję, że do szkół nie zostanie wprowadzona edukacja seksualna typu B a wraz z nią wychowanie seksualne. Nie będzie też promowania ideologii gender przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.

Niestety, to tyle, jeśli chodzi o plusy.

W kwestiach wolnościowych PiS niczym nie różni się od faszyzujących PO czy ZLEWu. Potwierdza to podpisanie przez Prezydenta Dudę ustawy o szczepieniach ochronnych rozszerzającą obowiązkowe szczepienia o kolejną – kontrowersyjną – szczepionkę przeciw HPV, mająca rzekomo chronić przed rakiem szyjki macicy, która we wszystkich krajach Europy została wycofana. Polskie dzieci staną się tym samym królikami doświadczalnymi.

Podobnie jest z podejściem do gospodarki. PiS jest miłośnikiem interwencjonizmu państwowego i lubuje się w redystrybucji. Innymi słowy – Państwo nadal będzie kierowało gospodarką i procesami w niej zachodzącymi (czy tak już nie było za czasów PRL?). Można też rzec, że złodziejstwo nadal będzie trwało w najlepsze – każdy, bowiem, kto kocha redystrybucję, jest złodziejem. Zresztą, PiS nie kryło tego podczas kampanii wyborczej – od początku ich hasłem przewodnim było „500 złotych na dziecko” oraz „darmowe leki dla seniorów”. Co przeraża jeszcze bardziej to fakt, że to hasło podziałało…

Jak mówiła Lady Margaret Thatcher: „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy”Na tym właśnie polega redystrybucja – trzeba zabrać najpierw coś w podatkach, żeby potem rozdać „potrzebującym”.

Niestety, garstka ludzi zna podstawy ekonomii, stąd wciąż wysokie poparcie lewicowych i populistycznych partii. Tak, tak, PiS jest partią lewicową, chyba nawet bardziej niż samo SLD… Jedyna między nimi różnica to taka, że PiS to pobożni socjaliści.

Podsumowując, zmieni się wiele – światopoglądowo. Nie zmieni się nic na lepsze – gospodarczo. O, przepraszam, PiS ma zamiar podnieść kwotę wolną od podatku. Mam nadzieję, że nie było to tylko puste hasło wyborcze. Takim właśnie pustym hasłem było „NIE!” dla imigrantów. Przed wyborami. Dziś niestety mówią o zobowiązaniach Ewy Kopacz ws. „uchodźców”, które trzeba wypełnić…

Czas pokaże.

 

 

Być może nie każdemu jest znany fakt, że przymusowe szczepienia istnieją właściwie tylko w krajach postkomunistycznych. Piszę „przymusowe” celowo. Dlaczego? W nowelizacji ustawy o szczepieniach ochronnych w Polsce z 2008 roku zniknął zapis o karach dla tych, którzy rezygnują ze szczepień. W każdym normalnym kraju byłby to zapis jednoznaczny i klarowny dla wszystkich – obowiązek szczepień nie jest wymagalny.

Niestety, żyjemy w kraju osadzonym mentalnie (i nie tylko) w głębokim socjalizmie z zapędami faszystowskimi. I stąd wynika samowola sanepidów i wojewodów. Okazuje się bowiem, że mimo, iż zapis o karach za nieszczepienie zniknął na dobre z ustawy, można bezprawnie decyzją administracyjną przymuszać rodziców do szczepienia karami grzywny.

I właśnie tym straszono mnie ostatnio na badaniu przed szczepieniem. I nie tylko tym. Ale od początku.

Poszłam z córką na szczepienie, choć wiedziałam, że jej nie zaszczepię z powodu weekendowego złego samopoczucia Małej – apatii, braku apetytu i podwyższonej temperatury; dodatkowo ja sama byłam przeziębiona.

Lekarka zbadała Małą i stwierdziła, że może to wirus.

- To nie szczepimy? – zapytałam.

- Skoro pani nie chce to nie zaszczepimy. – usłyszałam – Zresztą sama też bym nie zaszczepiła.

Nie jestem lekarzem, ale wiem, że jeśli dziecko ma obniżoną odporność to o szczepieniu nie ma mowy. I przyszłam po to, żeby lekarz postawił diagnozę i to potwierdził. A lekarz mi pozostawia decyzję czy mam przeziębione dziecko zaszczepić czy nie. Ale gdy przyszło do rozmowy na temat odroczenia szczepienia na dłużej niż przewidziano w kalendarzu szczepień, atmosfera już nie była tak przyjemna i takiej woli mi nie pozostawiono. Od razu uznano mnie za antyszczepionkowca, mimo że chciałam odroczyć wyłącznie szczepienie MMR na czas, aż córeczka nie osiągnie wieku dwóch lat. Nieważne, że do tej pory wszystkie szczepienia obowiązkowe przeszłyśmy:

- Pani uchyla się od szczepień! – usłyszałam. – Musi pani podpisać oświadczenie!

- Nie podpiszę tego oświadczenia, bo tu jest napisane, że rezygnuję całkowicie ze szczepienia dziecka, a jest to nieprawda.

- Ale my musimy mieć podkładkę, że na własną odpowiedzialność nie chce pani zaszczepić córki. Będziemy musieli zgłosić to do sanepidu i są kary. I imigranci idą!

I tu zauważyłam pewien zgrzyt, bo oto pani doktor nie trzyma frontu z tak zwanymi „ekspertami” od szczepień oraz dziennikarzami w niezależnych mediach głównego nurtu, którzy zapewniają nas, że żadna epidemia nam nie grozi. I że Jarosław Kaczyński to „nazista” – jak to stwierdził ostatnio Janusz Palikot – bo śmiał zadać pytanie dotyczące chorób, jakie mogą przenosić imigranci napływający do Europy. Nie zgadzam się z Kaczyńskim w wielu kwestiach (chociażby szczepień – jego partia wraz z prezydentem Dudą na czele niestety popiera ten chory niczym nieuzasadniony i niezgodny z Konstytucją RP przymus), ale akurat to zaniepokojenie jest na miejscu.

Natomiast zadziwiającym jest fakt, że ci wszyscy, którzy mówią, że imigranci pod względem chorób zakaźnych nie stanowią absolutnie zagrożenia, jednocześnie zioną nienawiścią do garstki dzieci nieszczepionych w Polsce i ich rodziców, którzy taką decyzję podjęli, tłumacząc, że przecież mogą powrócić przez tę garstkę dzieci różne choróbska.

Ale to nie jedyna rzecz, która mnie zaskoczyła w trakcie wizyty. Opowiedziałam lekarce, że gdy byłam mała ciągle byłam przeziębiona. Gdy moja Mama poszła ze mną na szczepienie przeciw odrze, lekarz (wybitny pediatra Aleksander Napierała) stwierdził, że nie będę zaszczepiona, ponieważ on nie chce ryzykować, skoro mam wciąż obniżoną odporność i lepiej dla mnie będzie, jeśli przejdę odrę naturalnie.

Pani doktor popatrzyła na mnie przez chwilę i stwierdziła: – Ale my już tak nie myślimy.

To nic, że odra, świnka, różyczka, ospa wietrzna to choroby wieku dziecięcego – nie od parady zostały przecież tak nazwane. Oni już tak nie myślą…

Pani doktor zapytała mnie jeszcze dlaczego akurat ta szczepionka ma być podana z opóźnieniem. Odpowiedziałam, że budzi ona mój niepokój – sporo przeczytałam na ten temat.

- Na forach, tak?

- Proszę mnie nie obrażać. Między innymi w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia o niepożądanych odczynach poszczepiennych.

I to był koniec dyskusji. Podpisałam oświadczenie, że czasowo nie zgadzam się na podanie córce szczepionki MMRII. Czy mnie zgłoszą do sanepidu? Nie wiem. Wiem jedno: warto zaufać swojej matczynej intuicji.

Polecam stronę Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach „STOP NOP” http://www.stopnop.pl . I z góry zaznaczam, że nie jest to organizacja sprzeciwiająca się szczepieniom.

PS. Opisana sytuacja miała miejsce w poniedziałek dokładnie tydzień temu. Trzy dni później Córeczka rozchorowała się na dobre z gorączką do 39 stopni. Kto poniósłby odpowiedzialność za ewentualne powikłania, gdyby MMRII została podana? Nikt, bo mimo przymusu, brakuje w Polsce zarówno funduszu odszkodowań (jakie istnieją w cywilizowanych krajach BEZ przymusu szczepień), a ubieganie się o odszkodowanie na drodze sądowej jest utrudniane. I tak polski rodzic z dzieckiem z NOP zostaje zupełnie sam.

 

Oj jak dawno mnie tu nie było… Przyszedł czas nadrobić wreszcie zaległości.

Zawsze ceniłam sobie pewne czasopismo psychologiczne. Do czasu…

Pewnego dnia przeczytałam artykuł promujący ideologię gender, co z nauką niestety nie miało nic wspólnego. Pomyślałam, ot wpadka, każdemu mogło się zdarzyć.

Całkiem niedawno ukazał się kolejny artykuł, który tym razem zniechęcił mnie całkowicie. Rzecz tyczyła się głośnego ostatnimi czasy problemu nielegalnych imigrantów, z którymi Europa przestała sobie radzić.

Ku memu zaskoczeniu, autor artykułu skrytykował Polaków, nazywając ich nietolerancyjnym zabobonnym i ksenofobicznym narodem. Bo przecież powinniśmy być tolerancyjni, otwarci, serdeczni i gościnni dla tych biednych ludzi – „biednych”, zaopatrzonych w całkiem dobrej jakości sprzęt turystyczny młodych, silnych i zdrowych mężczyzn – powinno się tu dodać.

Nie dziwi mnie fakt, że niezależne media głównego nurtu z Kraśko i Lisem na czele wciskają ludziom bajki o uchodźcach – takie dostali zadanie i tak mają duraczyć. Ale gdy poważne pismo psychologiczne dołącza do medialno-rządowej propagandy, to robi się już nieciekawie…

 

imigranci

zdj. memy.pl

Kilka dni temu nasza córeczka skończyła roczek :) Dziecko to cud. Dziecko to najlepsze, co może nas w życiu spotkać.

„Dziec­ko to uwi­doczniona miłość”. (Novalis)

na blog

 

„Oskar i Lucynda” chwilowo odłożona na półkę na rzecz kolejnej książki: „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” Wojciecha Sumlińskiego. Za każdym razem, gdy zdaję sobie sprawę z tego, że treść w niej zawarta jest najpewniej prawdą, jestem przerażona… I rozumiem, dlaczego Komorowski bez obaw pokazuje obywatelom środkowy palec. Dziw bierze, że Sumlińskiego jeszcze ciężarówka ze żwirem nie dopadła…

niebezpieczne